Maciejewski wspomina Sypka

Ceniony krytyk filmowy i teatralny, publicysta i wykładowca Łukasz Maciejewski swój rodzinny Tarnów ma „we krwi”, więc nic dziwnego, iż nie mogło zabraknąć jego głosu wśród wspomnień o zmarłym Antonim Sypku. Tekst krytyka publikujemy poniżej i ilustrujemy nietypowym zdjęciem Antoniego Sypka, który z Marią Zawadą-Bilik tańczy jako jeden z aktorów ulicznego spektaklu Tarnowskiego Teatru podczas festiwalu TALIA 2004.

W najbliższy wtorek pogrzeb Antoniego Sypka. Czytając „Stramera” Mikołaja Łozińskiego myślałem o panu Antonim. Że on wiedział to wszystko (jeszcze) lepiej. Tarnów nie miał dla niego żadnych tajemnic. I jeszcze tak wspaniale, tym swoim charakterystycznym głosem, o Tarnowie opowiadał. Lubił swój głos i lubił te opowieści. Była w nim w ogóle sympatia do życia, do ludzi, do miasta.

Myślę dzisiaj o nim z wdzięcznością.

Nasze drogi nie przecinały się zbyt często, a w ostatnich latach w ogóle, mniejsza jednak o mnie. Pan Sypek był symbolem Tarnowa i chyba wszyscy go w Tarnowie znali. Przypisany do miejsca, symbol miejsca, miasta. Nie było go poza Tarnowem, i to zdecydowanie na własne życzenie. Tarnovianista z pasji i z powołania, którego życiowym powołaniem było przekazywanie tej historii kolejnym pokoleniom.

Nie było w nim drobnomieszczańskiej megalomanii, ale kiedy słuchało się pana Sypka, mogło się wydawać że opowiada o najważniejszym mieście na świecie. Na pewno w jego sercu Tarnów był najważniejszy. Mała wielka ojczyzna.

A historia Tarnowa, zwłaszcza ta dawna, coraz dawniejsza, wydawała się słuchającemu tak pasjonująca i pokrzepiająca jak niegdyś pewnie dla wielu lektura Sienkiewicza. Sypek mówca, Sypek - piewca Tarnowa, Sypek - historyk i pisarz, był naszym lokalnym Sienkiewiczem.

Ku pokrzepieniu serc, ten urodzony gawędziarz pisał i opowiadał o mieszkających w Tarnowie Żydach, o Wałowej i Wekslarskiej, o Starym Cmentarzu i Cmentarzu Żydowskim, o rodzie Tarnowskich i o Sanguszkach, o generale Bemie i o braciach Węgrach, o tarninie i tarninówce, o teatrze za czasów Smożewskiego i dawnych tarnowskich kinach, o kawiarniach, restauracjach, biesiadach – i modlitwach.

Wiedza absolutna i pasja absolutna.

Wzruszająca była ta jego wierność jednemu tematowi. Jednemu miastu.

Nie wiem czy czuł naszą, tarnowian, wdzięczność. Mam nadzieję że był usatysfakcjonowany.

Bez jego głosu, charakterystycznej pół zgarbionej sylwetki, znajomych spotykanych przezeń dosłownie wszędzie, ożywionej gestykulacji, Tarnów będzie jeszcze bardziej pusty.

Nigdy już spotkamy się na Wałowej, albo w „Tatrzańskiej”.

To kto teraz opowie naszą historię?

Łukasz Maciejewski