Budżet jest mocno napięty, ale niezagrożony

Przewodniczący Komisji Ekonomicznej Rady Miejskiej, Sebastian Stepek, komentuje sytuację budżetową Tarnowa.

W związku z pojawiającymi się w ostatnich dniach w przestrzeni publicznej informacjami, a raczej plotkami o „trudnej sytuacji finansów Tarnowa” czy wręcz o możliwym bankructwie oraz o problemach z pozyskaniem przez miasto kredytu pragnę przedstawić kilka słów mojego komentarza.

Jako przewodniczący Komisji Ekonomicznej Rady Miejskiej w Tarnowie jestem na bieżąco informowany o sytuacji i stanie finansów miasta Tarnowa przez odpowiednie organy magistratu. W mojej ocenie sytuacja budżetowa jest stabilna i nie ma zagrożenia dla realizacji budżetu i zapisanych w nim założeń do końca roku. Oczywiście budżet jest mocno napięty, ale jak wszyscy wiemy wynika to z rekordowego poziomu inwestycji w naszym mieście, które są niezbędne dla jego dalszego rozwoju i zadowolenia mieszkańców.

Inną kwestią jest budżet przyszłoroczny i tu rzeczywiście może dojść do większych napięć, ale przypomnę, że będą one wynikać z przyczyn niezależnych od samorządów a z narzuconych odgórnie przez polski rząd m.in. podwyżek energii i pensji dla nauczycieli oraz płacy minimalnej oraz obniżek PIT i wprowadzenia „zerowego” PIT-u dla osób do 26. roku życia, które spowodują mniejsze wpływy do miejskiej kasy. Stąd m.in. wprowadzenie nowej standaryzacji w oświacie i nieuniknione zwolnienia oraz szukanie oszczędności. Niemniej jednak projekt budżetu Gminy Miasta Tarnowa na rok 2020 jest dopiero przygotowywany i trudno dzisiaj głosić katastroficzne wizje bez znajomości choćby jego założeń!

Co do kwestii kredytowania to wiem, że trwają rozmowy z instytucjami finansowymi i nie są one niczym nadzwyczajnym, co więcej, takie rozmowy toczą się co roku przy okazji projektowania budżetu na rok następny. W mojej opinii pojawiające się pogłoski o „fatalnej sytuacji finansowej miasta a nawet o bankructwie” są nieodpowiedzialne i niepotrzebne, mają na celu wprowadzenie mieszkańców Tarnowa w błąd i wywołać poczucie strachu i obliczone są na potrzeby bieżącej kampanii wyborczej, bo kolportowane są przecież w większości przez kandydatów do Sejmu i polityków Zjednoczonej Prawicy.